Zielonych świateł dla wolniej chodzących!

29/12/2021 | Aktualności, Felietony

Szkoda, że nie byłam taka mądra i uświadomiona jaki przewrotny potrafi być los, ponad 20 lat temu. Jak 35 lat temu pytali w szkole kim chcę zostać nie odpowiadałam, że moim marzeniem jest zostać niepełnosprawną.

Paraliż senny (o czym nie miałam nawet bladego pojęcia) to stan podczas zasypiania, który objawia się porażeniem mięśni i niemożnością wykonania jakiegokolwiek ruchu z jednoczesnym zachowaniem pełnej świadomości. Na kilkanaście sekund.

Kiedyś w Internecie trafiłam na opis paraliżu przysennego. Pisała go osoba, która taki stan przeżyła, a pod tym postem odezwali się inni, którzy również tego doświadczyli. Odezwałam się i ja, w kilku zdaniach opisując co mi się przytrafiło. I co? Ktoś był w szoku i zainteresował się tym o czym napisałam? A w życiu, zostałam wyśmiana, wykpiona, wyszydzona. Co najmniej jakbym napisała, że zostałam porwana przez kosmitów i robili na mnie badania.  Ubaw po pachy mieli internauci. Przecież życie nie robi aż tak, to niemożliwe….

A no właśnie…

Dlatego napisałam o mojej historii, w książce, ponieważ zdawałam sobie sprawę i to z każdym mijającym rokiem coraz bardziej, że jest mnóstwo osób dla których moja opowieść jest szokiem i jest wręcz niewiarygodna.

Wiem, że potrafi wyrwać człowieka z butów, postawić do pionu i sprawić, żeby choć na chwilę zastanowił się co jest w życiu ważne i docenił co ma najważniejszego.

Ciało człowieka jest doskonałe w każdym calu i płynnie wykonuje czynności, które chcesz wykonać. Wszystkim steruje najdoskonalszy komputer świata. Jest obiektem mojej fascynacji od lat.

Zainteresowałam się oczywiście po udarze, bo przed nim pomyślałam kiedyś „Jak to możliwe, żeby mózg wykonywał wszystko to o czym ledwo pomyślę, nawet głupie zgięcie palca?”

Trzeba uważać o czym się myśli, ponieważ mój komputer szybko mi pokazał kto tu rządzi.

Biegasz, skaczesz oraz pływasz, jeździsz rowerem i prowadzisz samochód bez większego wysiłku. Nawet się nad tym nie zastanawiasz, jesteś jak dobrze zaprogramowany robocik. Niestety u mnie ch… w bombki strzelił, a ja straciłam wszystkie umiejętności, a do tego pozostałam kaleką, inwalidą. Nazwa ta kojarzy z inwalidą wojennym, chociaż jakby tak przeanalizować to byłam na wojnie, z samą sobą.

To co się wydarzyło w moim życiu, zmieniło je o 180 stopni. Niektórzy powiedzą, że o 360 stopni, ale oni chyba nie byli w szkole, kiedy była lekcja, na której tłumaczyli kąty. 

To byłoby niewyobrażalne szczęście jakby mi życie zatoczyło koło. Mogłabym zaczynać wszystko od nowa i zastawiałam się jaka bym była, pewnie energiczna jak dawniej, żywe srebro jak o mnie mówili a energia mnie rozwalała od środka.

Ale tak szczerze? Nie chciałabym cofnąć czasu. Nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem, no i nie przeżyłabym tego, co dane mi było przeżyć. Teraz przynajmniej życie mnie nie potrafi zaskoczyć. Bo spodziewam się wszystkiego, w każdej chwili…

Przecież jest bardzo dobrze, nie mogę narzekać, ale mam takie chwile, że wkurzam się i nie jestem zadowolona z tego co osiągnęłam.

Z kolei gdybym oglądała się wstecz, nie mogłabym iść przed siebie, przecież nie osiągnę nowego brzegu pozostając na starym.

Jak spojrzę hen za siebie, to ja dopiero po kilkunastu latach przestałam się wściekać i buntować przeciwko temu co los mi dał na początku dorosłego życia. Każdy człowiek ma prawo do najróżniejszych emocji, od złości, przez płacz, nerwice i depresje do śmiechu. I każdy z nas jest inny, ma inną wrażliwość i wytrzymałość psychiczną. To, że akurat ja coś zrobiłam tak czy tak – nie znaczy, że ktoś w podobnej sytuacji będzie tak samo reagował.

Złagodniałam po czterdziestce, ale to jest chyba takie poddanie się i przyznanie – tak musiało być. Może właśnie dlatego wtedy dokonują się zmiany i odmienia się los na lepsze? Jak już się poddasz i stwierdzisz, że nic Cię już w tym życiu nie czeka. Wierzycie w takie zawirowania losu? Ja tylko o tym słyszałam, bo przecież co spotkany człowiek to jakaś historia.

Ale odmiany losu na lepsze, przydarzały się rzadko i komuś…. daleko. Ja całe lata żyłam bardzo spokojnie, taki szalony leniwiec. Fajny, wesoły sympatyczny, ale powolny i nudny.

Podobno zawsze trzeba mieć nadzieję i wiarę. Ja nie miałam 🙁

Dostałam od losu jak jakiś niespodziewany bonus, nagrodę – niespodziankę. I teraz chcę jeszcze pożyć i wykorzystać ten czas który mi został. Piszę jak starowinka nad grobem, ale kto wie, ile nam czasu zostało. Przecież to co powinnam mieć od początku mojej drogi życiowej, mam po jego połowie a może i przy końcu. Jest takie powiedzenie „W każdej chwili nawet jutro cegła może mi spać na głowę”. Po latach zrozumiałam, że ta cegła tak naprawdę nią nie jest. Jest wszystkimi tymi niedobrymi rzeczami, które przytrafiają się ludziom, prowadząc do śmierci lub kalectwa. Szkoda, że nie byłam taka mądra i uświadomiona jaki przewrotny potrafi być los, ponad 20 lat temu.

Jak 35 lat temu pytali w szkole kim chcę zostać nie odpowiadałam, że moim marzeniem jest zostać niepełnosprawną.

Ale patrząc z drugiej strony, przecież wszystko co w życiu przeżyliśmy kształtuje nasz charakter dzisiaj i sprawia jakimi ludźmi jesteśmy.

Dostałam maila od jakiejś osoby, która napisała w nim, że to co przeszłam w życiu jest mi nadaną rolą, po to żebym uświadomiła ludzi. Każdy na pewno zrozumiał ją po swojemu, ale każdemu na pewno utkwiło w pamięci to, jak kruche jest życie… Choroby, udary, wypadki i życie wtedy w sekundzie staje na głowie i szczęściem jest, kiedy wróci do takiej normalności jaką znamy.

Książka o zachorowaniu nie była książką o cudzie ozdrowienia ani tym bardziej o tym, że wstałam i poszłam. Powrót do mojego jako takiego zdrowia był mozolny, długi, trudny oraz powolny.

Wielu osobom wydaje się, że wyzdrowiałam i tak po prostu gdzieś sobie poszłam, rehabiltitacja to najbardziej mozolna, ciężka praca. Dla mnie wspomnienie – koszmar.

Uruchomić głowę, szyję, tułów do palców nóg.

A gdzie kroki, a gdzie równowaga? Najgorsze wspomnienie moje to ta praca, ale i jednocześnie fascynujące. Kto w życiu ma okazje obserwować jak jego dotąd leżące nogi, kłody, szmaty jak to nazywałam, kroczą pomalutku?  Wtedy płaczesz ze szczęścia.

Ale i tak bardzo ciężko mi się chodzi.

Zdrowe osoby przeważnie tego nie potrafią zrozumieć, że nie przejdę dwóch, trzech kilometrów, jakby widać nie było.

To wszystko jest takie zagadkowe dla zdrowych, czasem się tłumaczę przepraszająco jakbym na głowę upadła.  Choroba jest i będzie zawsze, niestety nie jest bezobjawowa.

Nie wiedziałam, że tak będzie wyglądało moje życie. A może i dobrze? Jak byłam sparaliżowana za pomocą palca wskazującego pokazałam litery na kartce i zapytałam rodzinę, kiedy będę zdrowa i taka jak wcześniej. Do dzisiaj pamiętam ich zakłopotany wzrok, wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy co nastąpi w dalszym moim życiu, nie wiedzieli co mi odpowiedzieć.

Udar mózgu to nie tylko nazwa, nie minie niezauważony. Zawsze będzie niósł za sobą jakieś konsekwencje, jeśli nie problemy fizyczne to będą to problemy z koncentracją, afazją czy problemy z pisaniem.  

Mój, mimo, że zabrał mi pewność siebie nie odebrał mi woli życia.

Chciałam w nowym roku życzyć wszystkim woli życia, radości z dnia codziennego.

Żeby nawet kawa w towarzystwie dobrej książki wywoływała u Was uśmiech.

Zdrowia, bo to najważniejsze

Ale jednocześnie szczęścia, bo przecież na Titanicu wszyscy byli zdrowi tylko szczęścia nie mieli 🙂

Chciałabym, żeby w nowym roku osoby z niepełnosprawnościami zostały zauważone, żeby to był Nasz rok. Aby o Nas mówiono, o naszych problemach, dostrzeżono je oraz całej infrastruktury dla wózkwiczów.

W każdym zakątku kraju.

I zielonych świateł na przejściach trwających 30 sekund [to dla wolniej chodzących]. To takie moje marzenia, a jak Wasze?

Pisała dla Was Anna Naskręt

Przeczytaj również…