Pierwsze tygodnie po udarze mózgu to dla wielu pacjentów czas spektakularnych postępów. Organizm wykazuje wtedy naturalną, dynamiczną zdolność do regeneracji. Jednak po około dziesięciu tygodniach ten proces często spowalnia, a chorzy mogą zderzyć się z barierą, która obniża ich motywację.
Jak przetrwać ten kryzys i dlaczego zdarza się, że współczesna fizjoterapeutyczna codzienność zapomina o jednoczesnym stymulowaniu niesprawnej ręki? Między innymi te kwestie wyjaśnia Jacek Czarnek, szef warszawskiego Centrum Rehabilitacji Po Udarze HABILIS, w wywiadzie dla portalu Neuroaktywacja, przeprowadzonym w Polanicy Zdroju, podczas akcji charytatywnej „Ruszamy Razem”.
W początkowym etapie poudarowym postępy bywają często wyraźne, co buduje w pacjentach i ich opiekunach przekonanie, że powrót do pełnej sprawności będzie stale postępował w takim samym tempie. Najczęściej jednak tak nie jest. Po około 10 tygodniach kończy się okres tzw. samoistnej poprawy neurofizjologicznej. Dynamika zmian spada, a codzienna, ciężka praca zaczyna przynosić znacznie mniejsze, trudniej zauważalne efekty.
To właśnie wtedy pozostałe deficyty zaczynają doskwierać najbardziej, wywołując poczucie psychicznej porażki. Specjaliści podkreślają, że utrzymanie zaangażowania na stałym poziomie jest w tym momencie kluczowe, choć niezwykle trudne. Trudno bowiem oczekiwać od każdego pacjenta „filozofii sportowca” – dyscypliny, która pozwala iść na trening pomimo braku natychmiastowych nagród, zwłaszcza jeśli przed chorobą regularna aktywność fizyczna nie była częścią jego życia.
Trudno być codziennie zmotywowanym do tego, żeby ćwiczyć, ale ta świadomość ruchu i ta dyscyplina musi się pojawić, albo powinna się pojawić i wtedy też się pojawiają efekty (…) trzeba zrobić tak zwaną robotę, a nie być zmotywowanym przez coś – mówi Jacek Czarnek z HABILIS.
Największym pragnieniem większości osób po udarze jest odzyskanie możliwości samodzielnego poruszania się – wstania z łóżka czy pójścia do łazienki. To naturalne oczekiwanie sprawia, że uwaga pacjentów, a w ślad za nimi również fizjoterapeutów, koncentruje się niemal wyłącznie na kończynie dolnej. Statystyki pokazują tu jednak ogromną dysproporcję funkcjonalną.
– Badania dowodzą, że aż 80% pacjentów po udarze ostatecznie odzyskuje funkcję chodzenia. Z kolei dokładnie taki sam odsetek, 80% tych samych pacjentów, nie ma funkcjonalnej ręki nawet w 6 miesięcy po udarze – mówi Jacek Czarnek.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi dostarczają analizy szpitalnej codzienności: podczas standardowej jednostki terapeutycznej na pracę nad ręką poświęca się średnio zaledwie… 4 minuty. W tych warunkach kończyna górna nie ma realnych szans na powrót do sprawności. Eksperci apelują do środowiska fizjoterapeutycznego o zmianę podejścia i integrację terapii obu kończyn od samego początku.
Aby mózg mógł się przeorganizować (proces neuroplastyczności), potrzebuje setek, a nawet tysięcy powtórzeń konkretnego ruchu o charakterze funkcjonalnym. Tradycyjna terapia w szpitalach często ogranicza się do biernego poruszania kończyną lub ćwiczeń ogólnych. Choć są one ważne, nie dają pacjentowi najważniejszego: poczucia sprawczości i realnego chwytu.
Brak tego elementu używania to jest takie w porównaniu do (…) tego, gdybyśmy uczyli pacjenta chodzić, ruszając mu tylko nogą, ale nie chodzilibyśmy z nim. Czyli byłaby ta funkcjonalność taka terapeutyczna kończyny, natomiast nie byłoby tej funkcji ostatecznej chodzenia – mówi Jacek Czarnek.
Rozwiązaniem tego problemu, stosowanym w przewlekłym etapie rehabilitacji m.in. przez centrum Habilis, są specjalistyczne ortezy dynamiczne (np. SaeboFlex). Umożliwiają one pacjentom ze spastycznością mechaniczne chwycenie przedmiotu (np. piłki), dając silny impuls dla układu nerwowego, że sparaliżowana dłoń znów działa. Taki intensywny, ukierunkowany na cel trening pozwala realnie zmieniać poziom kontroli motorycznej i przywracać pacjentom niezależność w codziennych czynnościach.