Specjalizację „wybrała” mi choroba

Jaworowska2_small.jpgJustyna Jaworowska ma 34 lata i jest jeszcze na początku swojej kariery zawodowej, ale swoich pacjentów rozumie prawdopodobnie lepiej niż większość innych lekarzy zajmujących się chorymi po udarze mózgu. Dziesięć lat temu sama przeszła dwa udary, więc doskonale zna sytuację, w jakiej znajduje się każda z takich osób.


– Gdyby nie choroba pewnie nie zajmowałabym się dziś rehabilitacją neurologiczną osób po udarze – przyznaje dr Justyna Jaworowska. W 2005 roku, w trakcie czwartego roku swoich studiów na Białostockim Uniwersytecie Medycznym doznała dwóch udarów, które nastąpiły w odstępie kilku tygodni od siebie. Choroba zmieniła jej prywatne życie i wpłynęła na wybór specjalizacji zawodowej.
Jako lekarz Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej  IPiN w Warszawie jest dziś specjalistą w zakresie rehabilitacji medycznej i doskonale rozumie problemy swoich pacjentów. Zna też drogę, którą każdy z nich musi przejść, żeby pokonać skutki udaru i żyć normalnie, mimo ograniczeń, jakie on powoduje.

Z żoną na dobre i na złe

{gspeech}Pan Józef przeszedł udar pięć lat temu. Dziś, mimo wielu problemów zdrowotnych cieszy się dobrym samopoczuciem i pogodą ducha. Dzięki własnej determinacji, ale przede wszystkim pomocy i umiejętnościom organizacyjnym swojej żony Jolanty.

Sieroniowie1small.jpgJózef Sieroń ma 69 lat i każdy kolejny dzień wita z optymizmem. Choć po przebytym pięć lat temu udarze jego ciało jest w połowie sparaliżowane, to stara się być w domu w pełni pomocny i samodzielny. Dobrym humorem cały czas próbuje zarazić opiekującą się nim żonę. – Mąż nauczył się funkcjonować i zaakceptował obecną sytuację. Ale bez zorganizowania mu bardzo wielu rzeczy, toby się nie udało. Pomagania i załatwiania różnych spraw. No i bycia, kiedy jest załamka. I przede wszystkim podkreślania, że nie jest ciężarem. Bo nie jest. Absolutnie – mówi Jolanta Sieroń.{/gspeech}

To tylko przejściowa niepełnosprytność!

Krzysztof Zakrzewski przeszedł udar w 2012 roku. Dziś – trzy lata później znów jeździ samochodem i pracuje. Brakuje mu tylko jego pasji - treningów Ju-Jitsu. Nie chce o sobie mówić „niepełnosprawny”. – Jestem tylko niepełnosprytny! – przekonuje.

miniatura2Najbardziej boli go to, że nie może już robić tego, co zawsze kochał: naprawiać samochodów i trenować
Ju-Jitsu w klubie „Pantera” w Brwinowie. Jego przypadek jest zresztą związany z klubem. Udaru doznał w czasie rozgrzewki. Poniedziałek 9 stycznia 2012, godzina 20:45. Ciało pana Krzysztofa złożyło się jak scyzoryk, nogi się ugięły i upadł na matę.
– Koledzy próbowali mi pomóc mówili do mnie, ja też myślałem, że im odpowiadam, potem okazało się, że mówiłem zupełnie niezrozumiale. Miałem szczęście, że to się stało w czasie treningu. Na ulicy ludzie mogliby mnie potraktować jak pijanego – opowiada.
Potem karetka, żona zabrała z klubu nie jego buty i kolega musiał w styczniu wracać z treningu na bosaka.
W tym najtrudniejszym życiowym momencie nie zawiedli go przyjaciele. Kiedy wrócił ze szpitala zorganizowali dla niego imprezę charytatywną. Dzięki kilku tysiącom złotych, które zebrali, pan Krzysztof mógł sobie pozwolić na spokojne dwa miesiące rehabilitacji.{/gspeech}

Więcej artykułów…

Musisz się zalogować aby móc skomentować ten artykuł

W celu poprawnego funkcjonowania witryny, używamy plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką cookies.

Akceptuję cookies z tej strony