Nie chcę być udarowym ekspertem, chcę dawać nadzieję!

IMG-20151118-WA0032.jpg{gspeech}Kasia ma 27 lat i półtora roku temu przeszła udar mózgu. Choć określa się mianem pesymistki, nie poddaje się. Jest zwolenniczką ciężkiej pracy. Pod pseudonimem Lewaczka dzieli się swoimi doświadczeniami na blogu lewaczka.pl, który tworzy, by dawać nadzieję i ułatwiać życie innym osobom po udarze.

Przed udarem Kasia żyła bardzo aktywnie, jej pasją były podróże i pisanie. Jest absolwentką dwóch kierunków Uniwersytetu Warszawskiego – dziennikarstwa i kulturoznawstwa.{/gspeech}

Specjalizację „wybrała” mi choroba

Jaworowska2_small.jpg

Justyna Jaworowska ma 34 lata i jest jeszcze na początku swojej kariery zawodowej, ale swoich pacjentów rozumie prawdopodobnie lepiej niż większość innych lekarzy zajmujących się chorymi po udarze mózgu. Dziesięć lat temu sama przeszła dwa udary, więc doskonale zna sytuację, w jakiej znajduje się każda z takich osób.


– Gdyby nie choroba pewnie nie zajmowałabym się dziś rehabilitacją neurologiczną osób po udarze – przyznaje dr Justyna Jaworowska. W 2005 roku, w trakcie czwartego roku swoich studiów na Białostockim Uniwersytecie Medycznym doznała dwóch udarów, które nastąpiły w odstępie kilku tygodni od siebie. Choroba zmieniła jej prywatne życie i wpłynęła na wybór specjalizacji zawodowej.
Jako lekarz Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej  IPiN w Warszawie jest dziś specjalistą w zakresie rehabilitacji medycznej i doskonale rozumie problemy swoich pacjentów. Zna też drogę, którą każdy z nich musi przejść, żeby pokonać skutki udaru i żyć normalnie, mimo ograniczeń, jakie on powoduje.

Z żoną na dobre i na złe

{gspeech}Pan Józef przeszedł udar pięć lat temu. Dziś, mimo wielu problemów zdrowotnych cieszy się dobrym samopoczuciem i pogodą ducha. Dzięki własnej determinacji, ale przede wszystkim pomocy i umiejętnościom organizacyjnym swojej żony Jolanty.

Sieroniowie1small.jpgJózef Sieroń ma 69 lat i każdy kolejny dzień wita z optymizmem. Choć po przebytym pięć lat temu udarze jego ciało jest w połowie sparaliżowane, to stara się być w domu w pełni pomocny i samodzielny. Dobrym humorem cały czas próbuje zarazić opiekującą się nim żonę. – Mąż nauczył się funkcjonować i zaakceptował obecną sytuację. Ale bez zorganizowania mu bardzo wielu rzeczy, toby się nie udało. Pomagania i załatwiania różnych spraw. No i bycia, kiedy jest załamka. I przede wszystkim podkreślania, że nie jest ciężarem. Bo nie jest. Absolutnie – mówi Jolanta Sieroń.{/gspeech}

Musisz się zalogować aby móc skomentować ten artykuł

W celu poprawnego funkcjonowania witryny, używamy plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką cookies.

Akceptuję cookies z tej strony