Nie chcę być udarowym ekspertem, chcę dawać nadzieję!

Zaznacz tekst aby odsłuchać
Powiększ tekst:

IMG-20151118-WA0032.jpgKasia ma 27 lat i półtora roku temu przeszła udar mózgu. Choć określa się mianem pesymistki, nie poddaje się. Jest zwolenniczką ciężkiej pracy. Pod pseudonimem Lewaczka dzieli się swoimi doświadczeniami na blogu lewaczka.pl, który tworzy, by dawać nadzieję i ułatwiać życie innym osobom po udarze.

Przed udarem Kasia żyła bardzo aktywnie, jej pasją były podróże i pisanie. Jest absolwentką dwóch kierunków Uniwersytetu Warszawskiego – dziennikarstwa i kulturoznawstwa.

Udaru doznała tuż przed wigilią 2014 roku. Zamiast pojechać na święta do rodzinnego Szczecina, Kasia trafiła na SOR. Pamięta, że była w łazience. Nagle poczuła że słabnie, przewróciła się i upadając uderzyła w głowę. Nie udało jej się wstać samodzielnie, więc jeszcze raz doznała urazu głowy. Dzięki prawidłowej reakcji jej współlokatorki - Ani, szybko trafiła do szpitala. Koleżanka powiadomiła też rodzinę, która po całonocnej podróży dotarła do Warszawy. Lekarze ostrzegli, że trzeba się spodziewać najgorszego. Jednak ich przypuszczenia nie sprawdziły się i Kasia małymi krokami zaczęła wracać do sprawności.

Wszystko od nowa

DSC_1917.JPGPo udarze wszystko zmieniło się w życiu „Lewaczki” (Kasia przyjęła taki pseudonim na potrzeby swojego bloga, nawiązując do porażenia lewej strony ciała). Musiała wrócić do rodzinnego Szczecina, porzucić dotychczasowe zajęcia i wypracować nowy styl życia. Był to duży szok, nie mogła się przyzwyczaić do bezczynności. Czas spędzony w szpitalu dłużył się. Żeby się nie nudzić, zaczęła robić na drutach.

– Mama pokazała mi, jak się to robi i szybko stałam się atrakcją oddziału. Osoby, które nie wiedziały o niedowładzie, podchodziły i pytały: „Ooo, taka młoda a robi na drutach? Fajnie” – wspomina Kasia.

Ze szpitala wyszła z kilkoma „kominami”. Później tworzyła też szaliki i czapki. Wszystkie rozdała wśród znajomych. Mimo ciężkiego udaru, już od początku rehabilitacji Kasia starała się być jak najbardziej samodzielna. Szybko zaczęła chodzić, ubierać się i gotować sobie jedzenie. Tylko czasem prosiła innych o drobną pomoc.

Udar zmusił ją do zwrócenia uwagi na właściwe nawyki żywieniowe. Głównym zaleceniem lekarzy okazało się stosowanie diety śródziemnomorskiej, odrzucenie nadmiaru cukrów oraz szczególnie groźnych tłuszczów trans, które u osób z problemami sercowymi mogą skutkować zablokowaniem tętnic i ponownym udarem.

– Dieta śródziemnomorska jest najzdrowsza na świecie. Grecy mają serca jak dzwony. Odpowiednia dieta obniża ryzyko udaru – mówi Kasia.

Równie ważną zmianą było całkowite odrzucenie papierosów, wyjątkowo niebezpiecznych dla chorujących na serce.
– Gdy lekarze na oddziale kardiologicznym pytali, czy palę, odpowiadałam, że już nie. Papieros zapalony 21 grudnia 2014 był moim ostatnim. Wcześniej paliłam regularnie, choć nie byłam uzależniona fizycznie. Papierosy kojarzyły mi się z przerwą między zajęciami, odpoczynkiem i przyjemnością. Po udarze uświadomiłam sobie, jak ważne są wybory związane z trybem życia, których dokonujemy każdego dnia. Pamiętaj, nie miej udaru, bo to jest okropne. Przemyśl swoje decyzje, bo nie warto mieć udaru – radzi Kasia.

Na starcie siłę do działania dała Lewaczce jej obawa przed całkowitą zależnością od innych. W początkowej fazie rehabilitacji wyobrażała sobie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby nie pracowała nad sobą.

– Gdy spadała mi motywacja, wyobrażałam sobie, co by było, gdybym przestała. Mogłam być niesamodzielna i stać się ciężarem nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla samej siebie. Gdybym się poddała, nie byłabym w stanie pisać, wyjść do ogrodu, czy na spacer, w ogóle nie umiałabym siedzieć.

W następstwie udaru Kasia zapomniała wzorców ruchowych związanych z bieganiem. Nauczenie się biegania na nowo stało się jej punktem honoru. Udało się dzięki pomocy rehabilitantki ze szpitala i treningowi.

Nie była to jedyna niedogodność fizyczna spowodowana urazem mózgu. Kasia straciła także zdolność do słuchania muzyki, która była jej pasją. W przeszłości przez 10 lat uczęszczała do szkoły muzycznej, grała na pianinie i na gitarze. Niestety muzyka i hałas stały się dla „Lewaczki” katorgą, której postanowiła sobie oszczędzić. Co więcej niedowład lewej dłoni znacznie ograniczył możliwości powrotu do gry na instrumentach. Zdolność koncentracji spadła na tyle, że po każdej aktywności wymagającej skupienia, Kasia zaczęła odczuwać duże zmęczenie. Mimo tych wszystkich utrudnień, Kasi udało się w dużym stopniu zrehabilitować. Dziś jest aktywna w wielu aspektach życia.{/gspeech}

Praca nad sobą – na pełny „etat”

 IMG-20151106-WA0003.jpgKasia każdego dnia ciężko pracuję nad sobą, by jak najszybciej powrócić do pełnej sprawności.

– Jestem w miarę normalna. Nawet ludzie, którzy widzą mnie raz na kilka miesięcy, mówią, że dostrzegają dużą różnicę. Kluczem jest ciężka praca i wytrwałość. U udarowców wyraźną oznaką przebytego urazu jest opadający kącik ust. Dlatego bardzo mnie cieszy, gdy ktoś mówi: „O, uśmiechnęłaś się całą buzią!” – opowiada Kasia.

Dziś największą motywacją „Lewaczki” do pracy nad sobą jest pasja.
– Trzeba znaleźć coś, co będzie sprawiać nam frajdę, dziecięcą radość. Dzięki temu chce się lepiej pracować nad sobą, chce się działać. Na przykład zastąpmy nudne czynności rehabilitacyjne interesującymi alternatywami. W ramach ćwiczeń manualnych warto zastąpić wybieranie fasolek układaniem klocków. Dzięki temu łączymy przyjemne z pożytecznym – radzi „Lewaczka”. Dodaje, że warto też uprawiać dużo sportu, szczególnie na powietrzu i nie stronić od aktywności umysłowej, bo trening mózgu i pamięci jest ogromnie ważny.

– Po udarze stałam się bardziej aktywna fizycznie niż kiedyś. Odkąd udało mi się nauczyć biegania na nowo, często i chętnie to robię. W tym miesiącu przebiegłam 50 km, w następnym muszę więcej – zapowiada. Lubi także jogę, którą interesuje się od dawna, jednak dopiero od udaru aktywnie ją uprawia. Chodzi na zorganizowane zajęcia korzystając ze zniżek rencisty.

– Wydaje mi się, że joga jest dobra dla udarowca, ponieważ wymaga równowagi, daje dużą samoświadomość ciała i oddechu – mówi.

Przyjemność sprawia jej również pływanie i za każdym razem stara się przepłynąć co najmniej 1,5 kilometra. Przyznaje, że lubi się ścigać sama ze sobą. Jako dobry trening koordynacji poleca nordic walking. Kasię  interesują też sporty wodne: takie jak wakeboard czy windsurfing.

– Windsurfing byłby fajną formą rehabilitacji. W zeszłym roku udało mi się trochę przepłynąć. To jest fajne, ale wymaga dużej sprawności. Trzeba mieć siłę w rękach i dobre poczucie równowagi – opowiada.

Choć wciąż brakuje jej precyzji w lewej dłoni oraz wytrzymałości na hałas, czasem w ramach rehabilitacji gra na pianinie, bo to dobre ćwiczenie manualne, które podobno dobrze synchroni

zuje półkule mózgowe. Mózg Kasia trenuje również, ucząc się języków. Przed udarem biegle znała język angielski. Umiejętność ta w dużym stopniu się zachowała.

– Kiedyś mój angielski był płynny, miałam anglojęzycznego chłopaka, pracowałam po angielsku. Nie straciłam całej znajomości angielskiego w wyniku udaru. Na teście w szkole językowej wyszło mi C1. Myślę, że jest bardzo dobrze, choć nie doskonale. To kwestia braku koncentracji – mówi. Mniej szczęścia miała z językiem niemieckim, który musi poznawać praktycznie od nowa. Nie poprzestaje jednak na tym. Z dużym zaangażowaniem uczy się także języka arabskiego i hiszpańskiego, które od dawna chciała poznać. Korzysta z faktu, że nie może chodzić do pracy i sto procent czasu poświęca na rozwój osobisty.

– Nigdy nie będę miała tyle czasu co teraz, więc nie chcę go tracić. Poza tym, pewnego razu, gdy trafiłam po udarze na SOR, jedna pani neurolog powiedziała, że żeby odbudować mózg, trzeba się uczyć czegoś na pamięć. Języki to fajne hobby, a także dobra forma rehabilitacji – mówi Kasia.

Wrócić do pracy…

Zrzut_ekranu_2016-07-05_o_10.29.42.pngWykształcenie Kasi i jej dotychczasowa praca pokrywają się z rzeczywistymi marzeniami zawodowymi. Chciałaby realizować się w dokumentalistyce - robić reportaże prasowe, radiowe, czy telewizyjne. Nie może się doczekać momentu, gdy wróci do pracy jako dziennikarka, stanie się niezależna i będzie się samodzielnie utrzymywać. Nie ma jednak złudzeń. Podchodzi realistycznie do swoich obecnych możliwości oraz ograniczeń.

– Bardzo chciałabym wrócić do bycia dziennikarzem, jednak na ten moment to niemożliwe, skoro nie mogę się nawet skupić na rozmowie. Mam duże problemy z koncentracją, a po godzinie jakiegokolwiek wysiłku jestem nie do życia. Jak w takim stanie miałabym pójść i przeprowadzić wywiad? – mówi.

Póki co, swoją dziennikarską pasję wkłada w bloga lewaczka.pl, choć nie traktuje go jako pracy, a raczej jako formę terapii i pomocy innym, która nie gwarantuje żadnego dochodu. Mimo że „prawdziwa” praca nie wchodzi jeszcze w grę, Kasia wie, jak mogłoby wyglądać dziś jej idealne miejsce pracy: musiałoby być spokojne i ciche, a szef wyrozumiały.

- Miałabym bardzo dużo wymagań wobec pracy, ale praca nie mogłaby mieć zbyt wielu oczekiwań w moją stronę – przyznaje z uśmiechem.

Życie jest kruche…

DSC_1828.JPGChoć przechodząc udar, Kasia otarła się o śmierć, nie zmieniło to zasadniczo jej światopoglądu. Raczej utwierdziło w przekonaniu, że świat jest niesprawiedliwy. Wzbogaciło też przemyślenia „Lewaczki” o pewną niewygodną refleksję, na którą nie lubimy na co dzień zwracać uwagi.

– Ostatnio rozmawiałam z moim psychiatrą na temat tego, dlaczego nie jestem szczęśliwa mimo antydepresantów. Dowiedziałam się, że życie nie jest takie, jakiego się spodziewamy. Ciężko coś planować, bo w każdej chwili może wydarzyć się coś wielkiego. To, co mamy tutaj wypracowane i dane, jest bardzo kruche. Dlatego nie powinniśmy - powiem po angielsku: ”take something for granted” – mówi Kasia.

Dodaje, że już w przeszłości borykała się z problemami depresyjnymi. Dziś radzi osobom, które potrzebują pomocy psychologa, żeby jej szukały i się tego nie wstydziły.

– Mnóstwo ludzi źle się czuje psychicznie i to jest zupełnie normalne. Każdemu, kto się gorzej czuje i sądzi, że to przewlekłe, radziłabym poszukać pomocy u psychiatry lub innego specjalisty. To nie wstyd źle się czuć. Nie należy bać się prosić o pomoc.

Brakuje nam nadziei

Poza nieustanną pracą nad sobą, głównym zajęciem Kasi jest prowadzenie bloga dotyczącego jej choroby. Jej wpisy pokazują dystans do siebie i duże poczucie humoru. Pisze w sposób prześmiewczy i inteligentny. Daleko jej do użalania się nad sobą. Tworzy miejsce pozytywne, które ma budzić nadzieję, jakiej sama kiedyś szukała.

– Kiedy pierwszy raz po udarze weszłam do Internetu, okazało się, że nie ma dla mnie nadziei. Że po udarze jest się kaleką do końca życia i nie można wyjść z tego, że jeśli teraz nie umrę, to w ciągu miesiąca albo roku dopadnie mnie kolejny udar – wspomina Kasia. Nieskończone źródło informacji, jakim jest Internet, okazało się bezużyteczne. Brakowało praktycznych wskazówek, brakowało też nadziei.

– Wtedy postanowiłam, że założę swojego bloga. Nie chcę być guru ani celebrytą udarowym. Nie chcę też robić z siebie eksperta, ale chciałam, żeby ludzie w tym wyroku, bo udar to wyrok, mogli znaleźć trochę nadziei i miejsca dla siebie. To jest moje przesłanie.

Tekst: Aleksandra Bąk
Zdjęcia pochodzą z archiwum Kasi

Musisz się zalogować aby móc skomentować ten artykuł

W celu poprawnego funkcjonowania witryny, używamy plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką cookies.

Akceptuję cookies z tej strony