Specjalizację „wybrała” mi choroba

Zaznacz tekst aby odsłuchać
Powiększ tekst:

Jaworowska2_small.jpgJustyna Jaworowska ma 34 lata i jest jeszcze na początku swojej kariery zawodowej, ale swoich pacjentów rozumie prawdopodobnie lepiej niż większość innych lekarzy zajmujących się chorymi po udarze mózgu. Dziesięć lat temu sama przeszła dwa udary, więc doskonale zna sytuację, w jakiej znajduje się każda z takich osób.


– Gdyby nie choroba pewnie nie zajmowałabym się dziś rehabilitacją neurologiczną osób po udarze – przyznaje dr Justyna Jaworowska. W 2005 roku, w trakcie czwartego roku swoich studiów na Białostockim Uniwersytecie Medycznym doznała dwóch udarów, które nastąpiły w odstępie kilku tygodni od siebie. Choroba zmieniła jej prywatne życie i wpłynęła na wybór specjalizacji zawodowej.
Jako lekarz Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej  IPiN w Warszawie jest dziś specjalistą w zakresie rehabilitacji medycznej i doskonale rozumie problemy swoich pacjentów. Zna też drogę, którą każdy z nich musi przejść, żeby pokonać skutki udaru i żyć normalnie, mimo ograniczeń, jakie on powoduje.

Udar po udarze

Pierwszy udar przebiegł stosunkowo łagodnie, w mieszkaniu siostry, w Białymstoku.
– Siostra zauważyła, że opada mi kącik ust. Miałam uszkodzenie ośrodkowe nerwu twarzowego. Pojechałyśmy szybko do kliniki neurologicznej, gdzie zdiagnozowano, że doszło u mnie do krwawienia śródmózgowego z małego naczyniaka jamistego. Przez około trzy tygodnie leżałam na oddziale neurologicznym i wtedy znów mi „dolało”. Powtórny krwotok z tego samego miejsca – opowiada dr Justyna Jaworowska.
Po pierwszym udarze miała lekki niedowład prawej kończyny górnej, po drugim niedowład pogłębił się i nastąpiło porażenie prawych kończyn .
Dziesięć lat temu medycyna była jeszcze w nieco innym miejscu. Dziś po udarze krwotocznym, czy niedokrwiennym już w ciągu pierwszych 24 godzin wzywa się fizjoterapeutów i zaczyna się rehabilitację pacjenta. Dziesięć lat temu panował pogląd, że po udarze krwotocznym należy leżeć przez sześć tygodni i czekać „aż się wchłonie”.
Po kolejnym miesiącu pobytu w klinice, została przewieziona do Bydgoszczy, na operację usunięcia malformacji naczyniowej, z której nastąpił udar. Operacja nie była łatwa, bo naczyniak był zlokalizowany dość głęboko. Podjął się jej prof. Marek Harat, którego ośrodek był wówczas znany w Polsce i  posiadał wyposażenie pozwalające  na przeprowadzenie tego typu zabiegu nowoczesnymi metodami.

Studia na oddziale

Dr Jaworowska przyznaje, że od początku miała „bojowe” nastawienie do walki z chorobą. Po pierwszym udarze praktycznie nie przerwała zajęć na uczelni.
– Leżałam w szpitalu klinicznym, w którym odbywały się zajęcia mojej uczelni. Na czwartym roku mieliśmy już tylko zajęcia w szpitalu, więc leżąc na oddziale jednocześnie normalnie studiowałam: chodziłam na zajęcia, zaliczałam przedmioty. Po drugim udarze musiałam przystopować, ale ani przez chwilę nie pomyślałam, żeby przerwać studia, czy w jakikolwiek sposób wycofywać się z normalnego życia – opowiada.
Na czas intensywnej rehabilitacji wzięła roczny urlop dziekański, i wróciła do domu rodziców.
– Wszystko starałam się robić sama, nie dałam się ubierać, ani karmić, rodzice chcieli mi pomagać, ale nie pozwalałam im – wspomina.
Od początku pobytu w domu zaczęła powoli ćwiczyć z prywatnie wynajętą fizjoterapeutką. Potem ćwiczyła w kilku ośrodkach w Polsce. Po roku rehabilitacji wróciła do Białegostoku na studia.
– Rodzice też chcieli żebym była jak najbardziej samodzielna. Można powiedzieć, że „wypchnęli” mnie z domu, jestem im za to bardzo wdzięczna, bo bardzo mi tym pomogli. Zamieszkałam sama w Białymstoku i musiałam być samodzielna: robić zakupy, posiłki, ubierać się, myć – mówi.
Dodaje, że po powrocie na studia, miała już  inny pogląd na to, co będzie w życiu robić.
– Wybrałam rehabilitację medyczną, bo sama byłam rehabilitowana i wiem na czym to polega. Mogę udzielić pacjentom pewnych rad, których być może nie uzyskają od lekarza w pełni sprawnego.
Pamięta, że na studiach było ciężko. Miała problemy z mówieniem, ale też z pamięcią. Musiała wkładać bardzo dużo pracy w naukę.
- Po operacji usunięcia naczyniaka, pojawiła się u mnie afazja ruchowa, która na szczęście szybko minęła i oczopląs, który dziś już prawie ustąpił, ale także zaburzenia pamięci. Niektórych rzeczy musiałam uczyć się jeszcze raz, od początku – opowiada.
Była jednak bardzo zdeterminowana - nie chciała zmarnować 3,5 lat nauki, które miała już za sobą.

Lekarz jak przyjaciel

Jaworowska1_small.jpg

Determinacja się opłaciła, ale zaraz po studiach przyszedł czas na kolejne wyzwanie i kolejną trudną decyzję.
– Na Podlasiu nie było

miejsc rezydenckich dla chcących specjalizować się w rehabilitacji medycznej, za to w województwie mazowieckim takich miejsc było wtedy dziesięć.  Postanowiłam się przeprowadzić, aby móc rozpocząć pracę. Rodzice troszkę się o mnie bali, bo w Białymstoku mogłam liczyć na pomoc mojej siostry, która także jest lekarzem i to ona zaraziła mnie medycyną. W Warszawie mogłam liczyć wyłącznie na siebie – mówi dr Jaworowska.Decyzja jednak zapadła. W 2009 roku świeżo upieczona lekarka przyjechała do warszawskiego ośrodka przy ulicy Sobieskiego, gdzie pracuje do dziś. W planach ma doktorat.
– Ta praca sprawia mi radość. Sama byłam po udarze, więc wiem jak w tej sytuacji postępować, jak ćwiczyć. Kiedy ktoś ma niedowład lub porażenie kończyny górnej, tak, jak ja, musi sobie po prostu radzić jedną ręką, zarówno w czynnościach domowych, jak i w pracy zawodowej. Po jakimś czasie wyrobiłam sobie wiele przydatnych nawyków, którymi dzielę się z chorymi – mówi.
W pracy, w czynnościach, których nie może wykonywać – do których potrzebne są dwie ręce - pomagają jej inni lekarze. A pacjenci często dopiero podczas wizyty orientują się, że coś jest „nie tak”.
– Przeważnie podczas badania, kiedy widzą, że badam ich jedną ręką, pytają dlaczego. Wtedy mówię im, że jestem po udarze.

PRZECZYTAJ też wywiad z dr. Justyną Jaworowską "Życia po udarze trzeba się po prostu nauczyć"

Musisz się zalogować aby móc skomentować ten artykuł

W celu poprawnego funkcjonowania witryny, używamy plików cookies. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą Polityką cookies.

Akceptuję cookies z tej strony